Dziś zajmiemy się tematem prawdziwie uniwersalnym, nieodłącznym elementem życia, stałą składową prozy codzienności, a mianowicie narzekaniem. Wszakże któż nie lubi z rana pomarudzić na pogodę, pokręcić nosem stojąc w korku, pogrymasić ze współpracownikami na co najwyżej przeciętne walory smakowe lunchu, a następnie obsmarować owych współpracowników, konwersując przez telefon z żoną, której zresztą też się oberwie przy piwie (znowu ciepłym i wygazowanym!) z kolegami, nudzącymi tą samą gadką od trzecie łyka… Każdy powód jest dobry, ta kwestia nie podlega dyskusji, jednakże wyrażając niezadowolenie, powinniśmy mieć wzgląd na naszych odbiorców, by przez zgoła niepoprawny dobór słów nie dać im powodów do narzekania. Na przykład w języku angielskim, z natury stonowanym oraz powściągliwym pod względem ładunku negatywnych emocji, należy narzekać uprzejmie, bardziej sygnalizując problem niż waląc nim prosto w twarz rozmówcy. Warto więc zapoznać się z paroma przydatnymi frazami, by móc bez obaw o savoir vivre dawać upust rozgoryczeniu czy irytacji za granicą.

Czytaj więcej: Jak narzekać po angielsku →

Krąży po globie opinia, że my – Polacy lubimy się porównywać i ogólnie porównujemy wszystko naokoło ile popadnie, przynajmniej w porównaniu do innych narodowości. Być może wynika to z naszego romantycznego usposobienia, bo jakże tu powstrzymać się przed porównaniem powabnych wdzięków ukochanej do zwiewności łani pośród listowia; muskułów oblubieńca do molibdenowych brył, dłutem mistrza rzeźbionych; ręczników wypranych w Cocolino do kaczuszki. Z drugiej zaś strony niekiedy porównywanie zrodzone jest z czystej zawiści i złośliwości – może i ma luba nie do końca przypomina rzeczoną łanię, ale przy lubej tego czy owego jegomościa wygląda co najmniej korzystnie. A ów jegomość przy molibdenie nawet nie stał, jednakże jego sąsiad zza ściany prezentuje się zdecydowanie bardziej gąbczasto. Zatem tak długo jak znajdziemy kogoś, kto ma gorzej, będziemy szczęśliwi. Pewnie, sprawdzony sposób, wszystko się zgadza, z tym że od czasu do czasu przyjdzie nam wyjechać za granicę, wylądujemy wśród obcokrajowców, na domiar złego w porównaniu do nas całkiem nieźle gadających po angielsku – i co wtedy? Na bank w czymś są gorsi, na sto dziesięć procent można by tu i ówdzie wtrynić szpilę, jednakże wypadałoby zrobić to gramatycznie, w końcu pewne granice przyzwoitości językowej trzeba zachować. Jak zwykle, język angielski rzuca nam kłody pod nogi i w tym przypadku, komplikując sprawy doborem właściwego przyimka. Przyjrzyjmy się bliżej tej kwestii.

Czytaj więcej: “Compared to” czy “compared with”? →

Czy pomylę się twierdząc, iż każdy uczeń poważnie myślący o języku angielskim nie raz, nie dwa zastanawiał się nad rymem do słowa „orange”? Czy będę w błędzie przypuszczając, że moi czytelnicy bez choćby jednego wyjątku potwierdzającego regułę co rano zastanawiają się, jakie jest najdłuższe angielskie słowo, którego litery następują po sobie w kolejności alfabetycznej? I dalej – czyż nie męczy nas wszystkich kwestia największej ilości synonimów? Podwójnego „uu”? Wpisów słownikowych zawierających nieistniejące w rzeczywistości terminy? Przecież są to problemy fundamentalne, niechybnie trapiące wszystkich pasjonatów języka angielskiego co do joty! Dziś zaspokoję Waszą ciekawość i przytoczę garść doprawdy intrygujących faktów, byście już nie trapili się i włosów z głów nie rwali, szukając odpowiedzi na powyższe (i nie tylko!) pytania.

Czytaj więcej: 13 ciekawych, dziwacznych i zabawnych faktów o języku angielskim →

Powszechnie wiadomo, że jak się coś lubi, to chciałoby się mieć tego czegoś więcej niż mniej. Owa pazerność być może nie w każdym przypadku popłaca, fakt jednak pozostaje faktem – ludzka zachłanność bywa nieposkromiona. Gdy dołożymy do niej równie wielką, co uniwersalną miłość naszego gatunku do gatunków pozostałych – czyli zwierzaczków maści wszelakiej – staniemy przed nie lada problemem gromadzenia fauny. I nie mówię tu o trudnościach natury czysto fizycznej czy materialnej, nie mam na myśli braku miejsca, kwestii utrzymania czy karmienia, niekoniecznie subtelnych zapachów, fekaliów, nic z tych rzeczy! Chodzi mi o sprawę dużo bardziej fundamentalną, albowiem zanim zaczniemy jakkolwiek marudzić, stękać i narzekać, musimy wiedzieć jak nazwać obiekt naszych frasunków. Okazuje się bowiem, że nazewnictwo grup czy stad zwierząt to całkiem konkretna zgryzota, przynajmniej w języku angielskim. W naszym rodzimym skromnym glosariuszu odnajdziemy co najwyżej roje, tabuny, trzody czy watahy. Gdy ktoś zapała miłością do kawek, to może posiadać całą ich litwę. Ale bardziej egzotycznych nazw po prostu nie da się uświadczyć, ot co. Diametralnie inaczej (wyłączając rzeczone kawki), bo i zabawniej i pokrętniej, mają się sprawy w języku angielskim, o czym za chwil kilka – wpierw jednakże odrobina dość intrygującej historii…

Czytaj więcej: Terms of venery - nazyw grup zwierząt w języku angielskim →

Dziś zajmiemy się wdzięcznym, przyjemnym i ogólnie lubianym tematem leżenia (no bo któż z nas śmiertelników nie lubi leżeć, zwłaszcza brzuchem do góry, najlepiej brzuchem pełnym łakoci, w sprzyjających okolicznościach przyrody i nie tylko, etc.). Jednakże by nie było zbyt różowo, równocześnie poświęcimy trochę uwagi zdecydowanie mniej wdzięcznemu (plugawemu wręcz!) zagadnieniu wszetecznego łgarstwa i kłamstwa. Choć podejrzewam, iż ów grzech, mimo że z pewnością skazuje na jeżeli nie najgłębsze kręgi piekła, to przynajmniej lekkie opiekanie – a więc ów grzech całkiem konkretny, niejednemu i niejednej też frajdę sprawia… Po takim miszmaszu wartości, nastrojów i ceregieli dodam, iż całość wpisu zostanie okraszona neutralnym i – mówiąc bez ogródek - nijakim elementem ot zwykłego, nudnego kładzenia przedmiotów tu i tam. Leżeć, kłamać i kłaść przedmioty w życiu po prostu trzeba, każdy rozsądny człowiek czynności te wykonuje każdego dnia swej mniej lub bardziej poczciwej egzystencji, zatem proponuję wytężyć umysł na najbliższych parę minut i wnikliwie przestudiować poniższych parę słów.

Czytaj więcej: Łgarstwo czy leniuchowanie, czyli czasowniki "lie" i "lay" →

Nadchodzą wakacje, warto zatem pomyśleć o spożytkowaniu wolnych chwil na czymś konstruktywnym, bo przecież kto tak na dobrą sprawę lubi bezczynnie wylegiwać się na słońcu, mląc źdźbło trawy w paszczęce, w zapomnieniu nie licząc czasu (i pieniędzy, bo wiadomo przecież, czas to, ekhem, pieniądz…) Powyższe pytanie jest oczywiście retorycznej natury, ponieważ wszyscy moi czytelnicy (proszę uprzejmie nie wyprowadzać mnie z błędu) zapewne już rwą się do nauki na samą myśl o kilku miesiącach bez szkoły lub odpoczynku od pracy. By zaspokoić Wasz apetyt na wiedzę zaserwuję dziś nie lada smakołyk – podcast, dzięki któremu podszlifujecie swój angielski oraz spędzicie mnóstwo godzin na poznawaniu ciekawostek, niuansów, opowieści, przygód i intryg z kart historii. I żeby nie było, historyk ze mnie mierny, w najdalszych zapędach nie nazwałbym siebie pasjonatem dziedziny, a mimo wszystko z zapartym tchem pochłaniam przedstawiony w niniejszym wpisie podcast i nie zauważam, jak mile spędzone godziny mijają w zawrotnym tempie. Bez dalszego przeciągania – oto historia, jakiej nie znacie…

Czytaj więcej: Coś dla ucha, coś dla ducha (historii) →

Powszechnie wiadomo, że okropnie ciężko wydukać z siebie przeprosiny, przynajmniej takie nieco bardziej konkretne, nie pod nosem i nie na odczepne. Skoro zatem przepraszanie jest tak trudną sztuką, po co nam aż 10 sposobów jej uskuteczniania? Przecież na zdrowy rozsądek w całym wcale nie tak długim życiu, kruchym i ulotnym niczym wyjadana pazernie z ledwo upieczonego ciasta kruszonka, w całokształcie tej ledwie co egzystującej egzystencji na dobrą sprawę przyjdzie nam porządnie przeprosić może ze dwa razy, w porywach cztery. Chyba że wyjedziemy do Anglii. Tam sprawy mają się nieco inaczej i przepraszać należy za wszystko, nawet jak ktoś nadepnie nam na stopę. Oczywiście przeprosiny powinniśmy sformułować adekwatnie do sytuacji, a zatem zawsze należy wziąć pod uwagę kto, jak, gdzie i kiedy zdeptał naszą stopę, choć według mnie najlepiej owego zdeptania po prostu uniknąć. Gdy jednak dojdzie do najgorszego, bądźcie uzbrojeni w jeden z poniższych zwrotów:

Czytaj więcej: 10 sposobów na powiedzenie "przepraszam" →

Dziś zajmiemy się mało wdzięcznym, a wręcz znienawidzonym przez wielu uczniów tematem – Phrasal verbs, czyli czasownikami złożonymi (lub frazowymi) w języku angielskim. Jakkolwiek straszne by owe czasowniki nie były i jakich uczuć grozy czy odrazy by nie budziły, prędzej czy później trzeba stawić im czoła, albowiem rodowici Anglicy złośliwie używają tychże konstrukcji gdzie popadnie, siejąc zamęt w i tak wystarczająco chaotycznym języku. By jeszcze odrobinę uprzykrzyć egzystencję wszystkich nieboraków zgłębiających tajniki języka angielskiego dodam, iż wiele czasowników złożonych posiada kilka znaczeń, często nijak ze sobą niezwiązanych. W tym momencie zapewne zastanawiacie się, czy istnieje jakaś sprytna, łatwa i przyjemna metoda nauki tej pokrętnej części słownictwa? Czy buduję napięcie, by potem jednym zdaniem z powrotem przywrócić uśmiechy na twarze mych dzielnych Czytelników (i Czytelniczek)? Cóż, powiem krótko – nie. Trzeba zacząć wkuwać, ot co. Zatem do roboty moi drodzy! Poniżej (na rozgrzewkę) lista 25 popularnych, przydatnych i powszechnie stosowanych czasowników frazowych, które po prostu trzeba znać. Każdy czasownik opatrzony jest definicją w języku angielskim i ilustrującym znaczenie przykładem.

Czytaj więcej: Czasowniki złożone, czyli Phrasal verbs →