Slon

Karol Marks skomentował poglądy Hegla jakoby historia przejawiała ciągoty do powtarzania się tymi oto słowy:

Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.

Dziś zerkniemy na garść historycznych faktów rodem z Wielkiej Brytanii, tym samym podważając zarówno Hegla, jak i nieco bardziej precyzyjnego Marksa, albowiem już niebawem na własne oczy przekonacie się, że niektóre wydarzenia są po prostu niepowtarzalne i eklektycznie tragikomiczne. Meritum dzisiejszego wpisu będą stanowić niepraktyczne prezenty z kart historii, w postaci nabiału o zaskakujących gabarytach oraz kilku czworonogów bynajmniej nie będących szczeniaczkami.

Ser królewski

Z okazji zaślubin ze swym kuzynem Księciem Albertem w roku 1869, królowa Wiktoria otrzymała jeden z najbardziej kuriozalnych i najmniej praktycznych prezentów, jakie można wykoncypować, a mianowicie ważący mniej więcej pół tony krąg sera Cheddar. Ów kulinarny majstersztyk był dziełem producentów sera z dwóch wiosek położonych nieopodal Londynu, a przynajmniej tak twierdzi niejaki Steven W. Jenkins w swej zapewne pasjonującej (dla miłośników sera) książce o wiele mówiącym tytule „Cheese Primer”. Jenkins dalej pisze, iż otrzymawszy ten majestatyczny kawał nabiału, królowa – zapewne skonsternowana i bez pomysłu, jakby ser zaserwować – wysłała podarunek na swoistą trasę pokazową po Anglii. Gdy w końcu Cheddar powrócił do niej, nie zechciała go przyjąć, co uważam za kompletny brak taktu. Też mi królewskie maniery!

Kociaki, miś I słoń

Jeżeli myślicie, że gargantuiczny ser to szczyt możliwości w zakresie równie szczodrych co nietypowych prezentów wręczanych monarchom, to jesteście w błędzie. W roku 1235 król Anglii Henryk III otrzymał od imperatora Fryderyka II trzy lwy (lub wg. niektórych źródeł leopardy). Zwierzęta te miały być żywym odpowiednikiem trzech herbowych lwów na królewskiej tarczy, nota bene wciąż obecnych w angielskiej kulturze, szczególnie związanej ze sportem (futbol, krykiet). Podarunek został wręczony z okazji zaślubin Fryderyka II z Izabelą – siostrą Henryka – i miał być oznaką, jakże by inaczej, przyjacielskich relacji, dobrych intencji, zapewne braterskiej miłości i tym podobnych duchowych łakoci. Aczkolwiek mym skromnym zdaniem za wszystkim kryje się złośliwość – nawet te relatywnie udomowione, mniejsze koty są nie do zniesienia, co tu dopiero mówić o afrykańskich dzikusach. Trzy porządne psy – to by było coś!

Na kotach jednak się nie skończyło. Dużo później, bo w roku 1252, Henryk III otrzymał od króla Norwegii Haakena „białego niedźwiedzia” jak opisują zwierzę źródła historyczne (zapewne chodzi o misia polarnego). Niedźwiedź mieszkał w Tower of London i był jednym z lepiej traktowanych zwierzaków – choć trzymany na uwięzi, miał na tyle dużo swobody ruchu, by móc pływać w Tamizie i łapać ryby.

By pobić i zdeklasować poprzednie upominki, Ludwik IX (zapewne wierząc w popularne stwierdzenie, iż wielkość istotnie się liczy) w 1255 sprezentował Henrykowi afrykańskiego słonia. Zachował się nawet cytat anonimowego mnicha z tamtej epoki, który tak oto opisał francuski podarek:

The people flocked to see the novel sight…The beast is about ten years old, possessing a rough hide rather than fur, has small eyes at the top of its head, and eats and drinks with a trunk.

Powstała też adekwatna ilustracja, przedstawiająca słonia wraz z opiekunem:

 

elephant