Dziś zajmiemy się tematem prawdziwie uniwersalnym, nieodłącznym elementem życia, stałą składową prozy codzienności, a mianowicie narzekaniem. Wszakże któż nie lubi z rana pomarudzić na pogodę, pokręcić nosem stojąc w korku, pogrymasić ze współpracownikami na co najwyżej przeciętne walory smakowe lunchu, a następnie obsmarować owych współpracowników, konwersując przez telefon z żoną, której zresztą też się oberwie przy piwie (znowu ciepłym i wygazowanym!) z kolegami, nudzącymi tą samą gadką od trzecie łyka… Każdy powód jest dobry, ta kwestia nie podlega dyskusji, jednakże wyrażając niezadowolenie, powinniśmy mieć wzgląd na naszych odbiorców, by przez zgoła niepoprawny dobór słów nie dać im powodów do narzekania. Na przykład w języku angielskim, z natury stonowanym oraz powściągliwym pod względem ładunku negatywnych emocji, należy narzekać uprzejmie, bardziej sygnalizując problem niż waląc nim prosto w twarz rozmówcy. Warto więc zapoznać się z paroma przydatnymi frazami, by móc bez obaw o savoir vivre dawać upust rozgoryczeniu czy irytacji za granicą.

Czytaj więcej: Jak narzekać po angielsku →

Powszechnie wiadomo, że jak się coś lubi, to chciałoby się mieć tego czegoś więcej niż mniej. Owa pazerność być może nie w każdym przypadku popłaca, fakt jednak pozostaje faktem – ludzka zachłanność bywa nieposkromiona. Gdy dołożymy do niej równie wielką, co uniwersalną miłość naszego gatunku do gatunków pozostałych – czyli zwierzaczków maści wszelakiej – staniemy przed nie lada problemem gromadzenia fauny. I nie mówię tu o trudnościach natury czysto fizycznej czy materialnej, nie mam na myśli braku miejsca, kwestii utrzymania czy karmienia, niekoniecznie subtelnych zapachów, fekaliów, nic z tych rzeczy! Chodzi mi o sprawę dużo bardziej fundamentalną, albowiem zanim zaczniemy jakkolwiek marudzić, stękać i narzekać, musimy wiedzieć jak nazwać obiekt naszych frasunków. Okazuje się bowiem, że nazewnictwo grup czy stad zwierząt to całkiem konkretna zgryzota, przynajmniej w języku angielskim. W naszym rodzimym skromnym glosariuszu odnajdziemy co najwyżej roje, tabuny, trzody czy watahy. Gdy ktoś zapała miłością do kawek, to może posiadać całą ich litwę. Ale bardziej egzotycznych nazw po prostu nie da się uświadczyć, ot co. Diametralnie inaczej (wyłączając rzeczone kawki), bo i zabawniej i pokrętniej, mają się sprawy w języku angielskim, o czym za chwil kilka – wpierw jednakże odrobina dość intrygującej historii…

Czytaj więcej: Terms of venery - nazyw grup zwierząt w języku angielskim →

Powszechnie wiadomo, że okropnie ciężko wydukać z siebie przeprosiny, przynajmniej takie nieco bardziej konkretne, nie pod nosem i nie na odczepne. Skoro zatem przepraszanie jest tak trudną sztuką, po co nam aż 10 sposobów jej uskuteczniania? Przecież na zdrowy rozsądek w całym wcale nie tak długim życiu, kruchym i ulotnym niczym wyjadana pazernie z ledwo upieczonego ciasta kruszonka, w całokształcie tej ledwie co egzystującej egzystencji na dobrą sprawę przyjdzie nam porządnie przeprosić może ze dwa razy, w porywach cztery. Chyba że wyjedziemy do Anglii. Tam sprawy mają się nieco inaczej i przepraszać należy za wszystko, nawet jak ktoś nadepnie nam na stopę. Oczywiście przeprosiny powinniśmy sformułować adekwatnie do sytuacji, a zatem zawsze należy wziąć pod uwagę kto, jak, gdzie i kiedy zdeptał naszą stopę, choć według mnie najlepiej owego zdeptania po prostu uniknąć. Gdy jednak dojdzie do najgorszego, bądźcie uzbrojeni w jeden z poniższych zwrotów:

Czytaj więcej: 10 sposobów na powiedzenie "przepraszam" →

Dziś zajmiemy się mało wdzięcznym, a wręcz znienawidzonym przez wielu uczniów tematem – Phrasal verbs, czyli czasownikami złożonymi (lub frazowymi) w języku angielskim. Jakkolwiek straszne by owe czasowniki nie były i jakich uczuć grozy czy odrazy by nie budziły, prędzej czy później trzeba stawić im czoła, albowiem rodowici Anglicy złośliwie używają tychże konstrukcji gdzie popadnie, siejąc zamęt w i tak wystarczająco chaotycznym języku. By jeszcze odrobinę uprzykrzyć egzystencję wszystkich nieboraków zgłębiających tajniki języka angielskiego dodam, iż wiele czasowników złożonych posiada kilka znaczeń, często nijak ze sobą niezwiązanych. W tym momencie zapewne zastanawiacie się, czy istnieje jakaś sprytna, łatwa i przyjemna metoda nauki tej pokrętnej części słownictwa? Czy buduję napięcie, by potem jednym zdaniem z powrotem przywrócić uśmiechy na twarze mych dzielnych Czytelników (i Czytelniczek)? Cóż, powiem krótko – nie. Trzeba zacząć wkuwać, ot co. Zatem do roboty moi drodzy! Poniżej (na rozgrzewkę) lista 25 popularnych, przydatnych i powszechnie stosowanych czasowników frazowych, które po prostu trzeba znać. Każdy czasownik opatrzony jest definicją w języku angielskim i ilustrującym znaczenie przykładem.

Czytaj więcej: Czasowniki złożone, czyli Phrasal verbs →

Mało kto lubi rozmawiać o pracy, a ściślej mówiąc mało kto mówi o pracy bez narzekania, marudzenia, jęczenia, bez gestykulacji rodem z Włoskiego dramatu, bez żyłek występujących na czoło, bez nie nadających się do publikacji zwrotów, od których nawet Kłapouchemu uszy by zwiędły, w efekcie plącząc się gdzieś pod nogami (tfu, kopytami) – słowem: mało kto wypowiada się o pracy ciepło. Dlatego też dla odmiany postanowiłem wprowadzić optymistyczną nutę w omawiany temat poprzez złagodzenie dysonansu towarzyszącego pracy, a konkretnie – pracy w języku angielskim. Zatem z uśmiechem na twarzy, z tęczą za oknem i niemalże robiąc szpagaty w paroksyzmie radości napiszę dziś o różnicy między słowami „work” i „job”, a niech mi tylko ktoś nosem spróbuje pokręcić, to szybko zostanie ów nos utarty!

Czytaj więcej: Różnice między "job" i "work" →

Marcowe ekwinokcjum już za nami, niejedna Marzenna sczezła w płomieniach lub utopiła się w rwących wodach Polskich rzek i potoków, a zatem wszelkie znaki na niebie i ziemi formalnie, dyskretnie, acz jednoznacznie sugerują, że nadchodzi wiosna. No i fajnie, wszystko pięknie, z tym że warto byłoby wiedzieć, jak tę całą zieleń w rozkwicie, jak bieganie na bosaka o zaranku po bujnej trawie, jak wiosenne harce i swawole opisać – i to nie ot tak opisać w pierwszym lepszym języku, lecz opisać po angielsku! Za chwil kilka przedstawię Wam garść adekwatnego słownictwa, wpierw jednakże chciałbym bliżej przyjrzeć się angielskiemu słowu „spring”, które oznacza nie tylko wiosnę, lecz również:

  • springwiosna, źródło, krynica, zdrój, sprężyna, resor
  • to springskakać, tryskać, wyrastać

Przyznacie sami, iż ilość znaczeń tego na pozór skromnego słówka jest iście pokaźna. Ale do rzeczy – poniżej znajdziecie słownictwo pachnące pączkującą florą oraz mieniące się barwami kwitnącego kwiecia, czyli czas na wkuwanie słówek związanych z wiosną. Definicje oczywiście w języku angielskim, co by za łatwo nie było.

Czytaj więcej: Słownictwo związane z wiosną →

W poprzednim wpisie zajęliśmy się uprzejmościami w języku angielskim w sensie ogólnym, dziś natomiast przyjrzymy się pewnemu szczególnemu aspektowi związanemu z grzecznością, a mianowicie zajmiemy się etykietą w kontekście szeroko pojmowanej gościnności. Na wstępie warto zauważyć, iż Anglicy szczególnie gościnni nie są i nie powinniście dać sobie mydlić oczu ich krasomówstwem tudzież potokiem ochów, achów czy innych apostrof. Niech dowodem powyższego ostrzeżenia będzie angielskie porzekadło, które porównuje gości do ryb:

Guests, like fish, begin to smell after three days

Nota bene niekiedy można natrafić na nieco bardziej bezpośrednią, przez co też bardziej wymowną wersję:

Fish and visitors stink after three days

I co Wy na to, ha? No ale jak już znajdziemy się w angielskiej gościnie, niechybnie zostaniemy obsypani faryzejskimi i obłudnymi uprzejmościami, jakkolwiek byśmy nie pachnieli. Trzeba zatem jakoś się odnaleźć w tej kurtuazyjnej dżungli i od czasu do czasu coś pod nosem odburknąć. By uprościć Wam życie, przygotowałem garść zwrotów przydatnych w niemalże każdych typowych odwiedzinach.

Czytaj więcej: Gościnność po angielsku →

W dzisiejszym wpisie już na samym początku dopuszczę się stwierdzenia natury absolutnej i na wskroś kosmologicznej, pisząc, co następuje: nikt nie lubi obcesowości, ordynarności tudzież szeroko pojmowanego buractwa. A najbardziej nie lubią owych cech Anglicy, słynący przecież ze swej nienagannej etykiety, przykładnych manier oraz tym podobnych salonowych ekscesów. Dlatego też przebywając wśród anglojęzycznych gentlemanów oraz ladies należy poniechać plebejskich obyczajów, powstrzymać się od dłubania w nosie, nie puszczać (za przeproszeniem uszu) bąków, zasłaniać dłonią paszczękę przy ziewaniu, a w ogóle to najlepiej nie ziewać i rzeczonej paszczęki w towarzystwie nie rozdziawiać! Gdy zaś przyjdzie to wypowiedzi ustnej, wypada posługiwać się odpowiednimi zwrotami, które każdy uczeń dbający o etykietę i kurtuazję winien znać. Poniżej znajdziecie kilka najbardziej uniwersalnych fraz, będących swoistym grzecznościowym niezbędnikiem.

Czytaj więcej: Uprzejmości po angielsku →