Słowa “eminent” oraz “prominent” są eleganckimi, kusząco brzmiącymi, nierzadko praktycznymi i definitywnie problematycznymi przymiotnikami w języku angielskim, a rzeczona problematyczność wynika z różnicy między nimi, która nie dość, że jest nikła i często zależy od subiektywnego widzimisię, to jeszcze zdaje się zacierać w niektórych kontekstach. Zresztą co tu dużo mówić – w naszej mowie ojczystej co bardziej elokwentni krasomówcy posługują się polskimi odpowiednikami o następujących definicjach (według słownika PWN):

  • eminentny - wybitny, znakomity
  • prominentny - zajmujący eksponowane stanowisko w jakimś środowisku

Przyznacie sami, że różnice między „wybitnością” a „zajmowaniem eksponowanego stanowiska” niekiedy bywają kwestią sporną, choć oczywiście nie zawsze. Wystarczy włączyć telewizor wieczorową porą, by ujrzeć całe mnóstwo wielce eksponowanych, acz mało wybitnych person.

Czytaj więcej: Różnica między "eminent" i "prominent" →

Ech, sierpień dobiega nieuniknionego końca, a co za tym idzie kolejne wakacje dokonują na naszych oczach swego żywota. Już za parę dni dotychczas zaledwie majacząca gdzieś na horyzoncie czasoprzestrzeni mara szkoły stanie się rzeczywistością, niezapowiedziane kartkówki będą niezapowiedzianie nękać o poranku, wywiadówki wzbudzą niepokój po zachodzie słońca, dni osnuje szarość, noce – nieprzebyty mrok. Jak by to napisał George R. R. Martin: winter is coming! Należy się zatem adekwatnie przygotować, wedle myśli: znaj swojego wroga. Podstawą każdego przygotowania jest, jakże by inaczej, wiedza, na której to skupimy się w niniejszym wpisie. Otóż, poznamy dziś nazwy przedmiotów szkolnych (school subjects) w języku angielskim, abyście zawsze mogli precyzyjnie, bez zawahania, płynnie i dobitnie objawić anglojęzycznemu światu, których przedmiotów nie lubicie najbardziej. W moim przypadku była to łacina… Heinrich Heine, niemiecki poeta epoki romantyzmu, też ewidentnie nie pałał doń miłością, tak komentując ideę nauki owego wymarłego języka:

If the Romans had been obliged to learn Latin, they would never have found time to conquer the world. (Gdyby Rzymianie musieli uczyć się łaciny, nigdy nie znaleźliby czasu na podbój świata.)

Czytaj więcej: Przedmioty szkolne po angielsku, czyli "school subjects" →

Rzeczowniki grupowe w języku angielskim noszą nazwę „collective nouns” lub „group nouns” i potrafią być równie intrygujące co zabawne, szczególnie gdy mowa o malowniczych tudzież wybujałych zwrotach przeważnie opisujących grupy zwierząt. Większość z nich pochodzi z XIV w., kiedy to w roku 1486 została opublikowana księga o tytule „Book of St Albans” autorstwa (prawdopodobnie) Juliany Barnes. W owej publikacji znajdowała się lista 165 rzeczowników grupowych, które mimo swej frywolnej, metaforycznej, niekiedy zgoła nonsensownej natury zdobyły nie lada popularność, wprowadzając do obiegu takie zwroty jak:

  • a melody of harpers
  • a sentence of judges
  • a drunkship of cobblers

Czytaj więcej: Ciekawe i zabawne rzeczowniki grupowe, czyli „collective nouns” →

W wydanej w 2008 roku książce o wiele mówiącym tytule „In Defense of Food: An Eater's Manifesto” autor Michael Pollan zwięźle i treściwie – bo raptem w 3 zdaniach, zawierających łącznie 7 słów - przedstawia całą filozofię zdrowego żywienia:

Eat food. Not too much. Mostly plants.
(W wolnym tłumaczeniu: Jedz. Nie za dużo. Głównie rośliny.)

Czytając dalej, dowiadujemy się, iż przez rośliny Pollan rozumie głównie warzywa, które choć często znienawidzone przez dzieci, rzekomo powinny stanowić podstawę naszej diety. Cóż, roztrząsanie kwestii dietetycznych możemy odstawić na później, lecz zagadnienia stricte warzywne – a dokładniej: warzywne w kontekście lingwistycznym – zasługują na uwagę, chociażby dlatego, że w poprzednim wpisie zapoznaliśmy się z nazwami owoców w języku angielskim, o warzywach nie wspominając choćby słowem! Ale przecież skoro są one tak hiper super mega ultra wartościowe, by nie rzec: kluczowe dla przetrwania w sensie fundamentalnym; skoro tak się je chwali i na piedestał wznosi, to warto wiedzieć, jak owe warzywa nazywać, gdy znajdziemy się w krajach anglojęzycznych. Wiedza ta powinna być pożądana zarówno przez entuzjastów zieleniny, jak i jej przeciwników – albowiem trzeba jasno dać do zrozumienia kelnerowi, czego się na pizzy i w burgerze nie chce…

Czytaj więcej: Warzywa po angielsku →

Owoce to iście fascynujące twory natury – nie dość, że smaczne i zdrowe, to na dodatek (przynajmniej w języku angielskim) ciekawe pod względem liczby mnogiej oraz względnej niepoliczalności słowa fruit w niektórych kontekstach, o czym przeczytacie tutaj. Dziś zajmiemy się tematem, który również ma co nieco wspólnego z mnogością owoców, albowiem zapoznamy się z angielskimi nazwami całej ich plejady, nie bacząc na kolor, kształt, wielkość, ilość pestek, grubość skórki, zawartość witaminy C, właściwości antyoksydacyjne czy smak. W pełni obiektywnie uwzględnimy unoszące się na wodzie jabłka (których około ćwierć objętości stanowi powietrze), jak i tonące banany (czysto biologicznie należące to rodziny wszelkiego rodzaju berries), a także ananasy, będące de facto mutacją kokosów, zaistniałą wskutek radiacji złóż kryptonitu. I tak, owszem, zgadza się – jedno z powyższych stwierdzeń to wymyślona przeze mnie kompletna bzdura. Wracając do tematu – na liście zabraknie jednak najpopularniejszego przedstawiciela taksonomicznie rozumianych owoców – pomidora. Dlaczego? Cóż, choć pomidor niby jest owocem, to jednak bardziej zdaje się być warzywem… Ot kolejny niewytłumaczalny paradoks Wszechświata, zapewne związany z manifestacją ciemnej energii, pianą kwantową, dualizmem korpuskularno-falowym, lub fanaberią taksonomistów.

Czytaj więcej: Owoce po angielsku →

W poprzednim wpisie zapoznaliśmy się z intrygującymi częściami ciała, które w języku angielskim prezentują się iście nietuzinkowo. Dziś z kolei przyszedł czas na bliższe, wnikliwsze, a wręcz ciekawskie przypatrzenie się twarzy, a konkretnie kilku jej fragmentom, zakamarkom tudzież częściom krańcowym. Wiedza taka bywa przydatna – na przykład można wykorzystać nowo poznane zwroty do sformułowania względnie urokliwego, wątpliwie romantycznego, acz błyszczącego oryginalnością komplementu:

I love the way your hair curls around your pinna.

Można też dać upust dociekliwości i zadać pytanie, które z pewnością frasuje co drugi rządny wiedzy umysł:

Czytaj więcej: Części twarzy, o malowaniu których nie śniło się młodym klaryskom →

Język angielski jest na tyle osobliwy, że nawet w anglojęzycznej świątyni ciała – miejscu przecież znanym powszechnie – możemy natknąć się na zakamarki, ba! na korytarze całe i połacie, które jak nic wprowadzą w konsternację i dadzą nieco do myślenia. I na nic zda się wnikliwe studiowanie własnej postaci w lustrze (tudzież czyjejś, wcale niekoniecznie w lustrze), próżne okażę się błądzenie wzrokiem, a nawet manualne poszukiwania mogą zwieść na manowce w obliczu części ciała zgoła egzotycznych, dziwacznych, a jednak prawdziwych! No bo co powiecie na następujące zdania, wbrew pozorom całkiem niewinne:

  • I stubbed my hallux and now it is all swollen and red.
  • My axilla is hairy, sweaty and smelly.
  • I massaged my coccyx a bit.

Czytaj więcej: Części ciała, o których nie śniło się młodym klerykom →

Dzisiaj kontynuujemy zajawkę na slang w języku angielskim, bez którego ciężko wymiatać na anglojęzycznych dzielniach. Toteż zapodaję kolejną porcję niewąskich (a wręcz grubych i na wypasie) motywów, byście nie zamulali wydygani przed nieco bardziej obcykanymi ziomusiami i foczkami z UK. Bez dalszej zwłoki jedziemy prosto z centrali na pełnym oriencie – kąsajcie temat!

Czytaj więcej: Angielski slang - część 2 →