Nie chciałbym już na samym wstępie zanadto się rozdrabniać, ale zmusza mnie do tego temat niniejszego wpisu, albowiem dziś pod lupę weźmiemy równie filigranowe, co przydatne zaimki wskazujące w języku angielskim. Zdaję sobie sprawę z faktu, iż niektóre osobniki (i osobniczki) na sam dźwięk słowa „zaimek” drżą w trwodze przed kolejnymi gramatycznymi galimatiasami, lecz wbrew pozorom nie takie straszne te zaimki, jak je lingwiści malują. Zanim jednak przejdziemy do sedna sprawy, mała przestroga: zaimków (podobnie jak alkoholu, odżywek białkowych i czekolady) nie należy nadużywać, co de facto tyczy się również naszego ojczystego języka. Za przykład takowego nadużycia niech posłuży poniższy dialog:

- Ten tego… Nie ma to tamto.

- O to to!

Sami przyznacie, że mało eleganckie te powyższe frazy, a i niespecjalnie wymowne. Cóż, jak się okazuje i w zaimkach należy zachować umiar.

Czytaj więcej: Co to, to to! Czyli zaimki wskazujące →

Fakt, iż o gustach się nie dyskutuje stanowi jeden z fundamentów (i to fundamentów natury iście fundamentalnej!) grzeczności, kultury oraz ogłady. Jednakże na łamach czytanego przez Ciebie bloga za nic sobie mamy savoir vivre i niczym sfora wilków wyjących do księżyca z upodobaniem łamiemy wszelkie zasady, by choć o krok przybliżyć się do lingwistycznego absolutu prawdy. Tak więc dziś podyskutujemy o rzeczonych gustach i bezczeszcząc wszelkie tabu rozłożymy konstrukcje z angielskim czasownikiem prefer na czynniki pierwsze. Swoją drogą, powyższe zdania wcale niespecjalnie chytrze kryją nawiązania do dwóch utworów pewnego wykonawcy spod ciemnej gwiazdy. Kto odgadnie tytuły, ten dostanie ustną pochwałę od nauczyciela.

Czytaj więcej: Czasownik prefer - kwestia gustu →

Temat lekcji: 3 idiomy związane (poniekąd…) z dziką przyrodą
Wykonawca: The Prodigy
Utwór: Wild Frontier

Dziś nie lada wydarzenie, albowiem po raz pierwszy w historii Wszechświata na łamach niniejszego bloga zagości utwór czysto elektroniczny, co samo przez się – z racji swej kosmologicznej natury - zasługuje na uwagę. A gdy dodam, że me gusta muzyczne zdecydowanie meandrują w kierunku żywych instrumentów i od elektroniki stronię, to już w ogóle można skłaniać się do przypuszczenia, że świat staje na głowie. Ale spokojnie! Czynnikiem mitygującym jest fakt, iż na ruszt bierzemy swoistą legendę brytyjskiej muzyki (i to takiej z jedną nóżką bardziej), a mianowicie zespół The Prodigy z ich nowym kawałkiem „Wild Frontier”, w którym przyjdzie nam zapoznać się z kilkoma idiomami charakterystycznymi dla jak najbardziej dzikich, nieokiełznanych, bezwzględnych i drapieżnych okoliczności przyrody. Nastawcie zatem uszu niczym gazele nasłuchujące żądnych krwi gepardów i postarajcie się wychwycić rzeczone idiomy, którym bliżej przyjrzymy się za kilka chwil.

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: 3 idiomy związane (poniekąd…) z dziką przyrodą →

Mało kto lubi rozmawiać o pracy, a ściślej mówiąc mało kto mówi o pracy bez narzekania, marudzenia, jęczenia, bez gestykulacji rodem z Włoskiego dramatu, bez żyłek występujących na czoło, bez nie nadających się do publikacji zwrotów, od których nawet Kłapouchemu uszy by zwiędły, w efekcie plącząc się gdzieś pod nogami (tfu, kopytami) – słowem: mało kto wypowiada się o pracy ciepło. Dlatego też dla odmiany postanowiłem wprowadzić optymistyczną nutę w omawiany temat poprzez złagodzenie dysonansu towarzyszącego pracy, a konkretnie – pracy w języku angielskim. Zatem z uśmiechem na twarzy, z tęczą za oknem i niemalże robiąc szpagaty w paroksyzmie radości napiszę dziś o różnicy między słowami „work” i „job”, a niech mi tylko ktoś nosem spróbuje pokręcić, to szybko zostanie ów nos utarty!

Czytaj więcej: Różnice między "job" i "work" →

Marcowe ekwinokcjum już za nami, niejedna Marzenna sczezła w płomieniach lub utopiła się w rwących wodach Polskich rzek i potoków, a zatem wszelkie znaki na niebie i ziemi formalnie, dyskretnie, acz jednoznacznie sugerują, że nadchodzi wiosna. No i fajnie, wszystko pięknie, z tym że warto byłoby wiedzieć, jak tę całą zieleń w rozkwicie, jak bieganie na bosaka o zaranku po bujnej trawie, jak wiosenne harce i swawole opisać – i to nie ot tak opisać w pierwszym lepszym języku, lecz opisać po angielsku! Za chwil kilka przedstawię Wam garść adekwatnego słownictwa, wpierw jednakże chciałbym bliżej przyjrzeć się angielskiemu słowu „spring”, które oznacza nie tylko wiosnę, lecz również:

  • springwiosna, źródło, krynica, zdrój, sprężyna, resor
  • to springskakać, tryskać, wyrastać

Przyznacie sami, iż ilość znaczeń tego na pozór skromnego słówka jest iście pokaźna. Ale do rzeczy – poniżej znajdziecie słownictwo pachnące pączkującą florą oraz mieniące się barwami kwitnącego kwiecia, czyli czas na wkuwanie słówek związanych z wiosną. Definicje oczywiście w języku angielskim, co by za łatwo nie było.

Czytaj więcej: Słownictwo związane z wiosną →

W poprzednim wpisie zajęliśmy się uprzejmościami w języku angielskim w sensie ogólnym, dziś natomiast przyjrzymy się pewnemu szczególnemu aspektowi związanemu z grzecznością, a mianowicie zajmiemy się etykietą w kontekście szeroko pojmowanej gościnności. Na wstępie warto zauważyć, iż Anglicy szczególnie gościnni nie są i nie powinniście dać sobie mydlić oczu ich krasomówstwem tudzież potokiem ochów, achów czy innych apostrof. Niech dowodem powyższego ostrzeżenia będzie angielskie porzekadło, które porównuje gości do ryb:

Guests, like fish, begin to smell after three days

Nota bene niekiedy można natrafić na nieco bardziej bezpośrednią, przez co też bardziej wymowną wersję:

Fish and visitors stink after three days

I co Wy na to, ha? No ale jak już znajdziemy się w angielskiej gościnie, niechybnie zostaniemy obsypani faryzejskimi i obłudnymi uprzejmościami, jakkolwiek byśmy nie pachnieli. Trzeba zatem jakoś się odnaleźć w tej kurtuazyjnej dżungli i od czasu do czasu coś pod nosem odburknąć. By uprościć Wam życie, przygotowałem garść zwrotów przydatnych w niemalże każdych typowych odwiedzinach.

Czytaj więcej: Gościnność po angielsku →

W dzisiejszym wpisie już na samym początku dopuszczę się stwierdzenia natury absolutnej i na wskroś kosmologicznej, pisząc, co następuje: nikt nie lubi obcesowości, ordynarności tudzież szeroko pojmowanego buractwa. A najbardziej nie lubią owych cech Anglicy, słynący przecież ze swej nienagannej etykiety, przykładnych manier oraz tym podobnych salonowych ekscesów. Dlatego też przebywając wśród anglojęzycznych gentlemanów oraz ladies należy poniechać plebejskich obyczajów, powstrzymać się od dłubania w nosie, nie puszczać (za przeproszeniem uszu) bąków, zasłaniać dłonią paszczękę przy ziewaniu, a w ogóle to najlepiej nie ziewać i rzeczonej paszczęki w towarzystwie nie rozdziawiać! Gdy zaś przyjdzie to wypowiedzi ustnej, wypada posługiwać się odpowiednimi zwrotami, które każdy uczeń dbający o etykietę i kurtuazję winien znać. Poniżej znajdziecie kilka najbardziej uniwersalnych fraz, będących swoistym grzecznościowym niezbędnikiem.

Czytaj więcej: Uprzejmości po angielsku →

Temat lekcji: 45 sposobów na powiedzenie “I love you
Wykonawca: Tom Waits
Utwór: Blue Valentines

Nadchodzą nieuniknione Walentynki. Wnioskując po zewsząd atakujących zmysł wzroku sercach oraz czerwieniących się (tudzież różowiących) na wszędobylskich reklamach różach, walentynki nadchodzą nie tylko nieubłaganie, ale i dziarsko, jakby w myśl polskiego porzekadła istotnie podkuły sobie buty, aby następnie zdeptać nimi resztki gdzieniegdzie ukrytej niewinnej, nieostentacyjnej, być może nawet sentymentalnej miłości. Czyli – zbliża się jeden z najgorszych dni w roku. Nie ukrywam, że Walentynek nie lubię. Pomijając hipokrytyczną w swym założeniu koncepcję dnia miłości, podejrzanie osamotnionego na tle reszty kalendarzowych dni, drażnią mnie i mierżą czające się za każdym winklem fruzie z bukietami kwiatów do kupienia w atrakcyjnie cenie miliona złotych za sztukę, drapieżnie wypatrujące trzymających się za rękę ofiar; irytujące są przepełnione kina, lokale i restauracje, do których i tak prawie nie chadzam, ale może akurat w sobotę 14 lutego bym poszedł – kto wie – a tu proszę, brak wolnych miejsc; w końcu ciśnienie mi podnoszą sielskie frazesy, oklepane konwenanse i bombardujące uszy piosenki miłosne, tak wyświechtane i wymemłane, że serce miast się radować, z politowania pęka. Ach, walentynki. No dobra, ale co zrobić, gdy trafi kosa na kamień i – bo ja wiem – pójdziecie na randkę z akceptowalnym osobnikiem (osobniczką?) płci przeciwnej, wszystko pięknie, motylki zdominowały przewód pokarmowy, płoniecie rumieńcem, pąsowiejecie, nachodzi Was nieodparte pragnienie zwerbalizowania domniemanego stanu rzeczy, a tu klops, bo sztampowe Kocham Cię nagle zdaje się nie do końca właściwe, niesprecyzowane, zbyt mało personalne. Pół biedy, gdy przyjdzie Wam borykać się z dylematem wyznań miłosnych w języku polskim, ale jak zgryźć ów niezmiernie twardy orzech po angielsku? Sposobów jest wiele, jak zresztą sugeruje tytuł wpisu, lecz przyjrzymy się im dopiero po wysłuchaniu walentynkowej ballady, będącej swoistym buforem przed czekającą poniżej stertą słodkości…

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: 45 sposobów na powiedzenie “I love you” →