Cóż może być przyjemniejszego niż spacer z audiobbokiem, gdy otaczająca nas przyroda koi zmysły, a słowa płynące do złaknionych narracji uszu karmią duszę? No cóż? Może ewentualnie spacer z atrakcyjną kobietą w zwiewnej sukience. Albo – co kto woli - z przystojnym mężczyzną, który nie dość, że potrafi gotować, to jeszcze ma prawo jazdy i nieźle tańczy. Albo zamiast spaceru można by od razu przejść do przyjemności natury nieco mniej cenzuralnej. Ale poza sprawami damsko-męskimi ciężko wyobrazić sobie większe rozkosze, niż rzeczone audiobooki. No dobra, fajnie też pozbierać grzyby czy jagody, piknik urządzić, w jeziorze się wykąpać, na rowerze pojeździć… Jednakże spacer z książką w uszach na pewno plasuje się w pierwszej, bo ja wiem, setce najprzyjemniejszych rozrywek. Gdy dodam, że ową książkę można mieć za darmo (co w Polsce aż tak nie powinno dziwić) i na dodatek legalnie (ha!), przyjemność słuchania powinna wskoczyć do pierwszej dwu… trzydziestki.

Czytaj więcej: Darmowa biblioteka audiobooków →

Temat lekcji: Idiom devil may care
Wykonawca: Diana Krall
Utwór: Devil May Care

Dziś na warsztat weźmiemy iście piekielny idiom, rodem z najgłębszych czeluści angielskiej frazeologii. Jednakże przed chwyceniem owej słownikowej bestii za rogi, posłuchajmy utworu, który pomimo diabła w tytule okazuje się być frywolną, skoczną i przyjemną dla ucha kompozycją.

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: Idiom devil may care →

Ryby i owoce w języku angielskim (szczególnie w liczbie mnogiej) są na tyle lingwistycznie ciężkostrawne, że potrafią przyprawić o mdłości lingwistów uparcie próbujących przetrawić sekret ich gorzkiej gramatycznej natury. Słowniki okazują się marnym remedium na ów przypadłość, jako że odnajdziemy w nich obydwa słowa zarówno w formie rzeczowników policzalnych (regularnych i nieregularnych), jak i niepoliczalnych. Którą zatem formę wybrać i czy w ogóle jest między nimi jakakolwiek różnica?

Czytaj więcej: Problematyczna liczba mnoga: fish / fishes i fruit / fruits →

Dziś uraczymy uszy komediowym podcastem, który krytycy powszechnie uznają za najdoskonalszy przykład kwintesencji brytyjskości. Co jest stuprocentową najprawdziwszą prawdą, gdy przez „krytyków” rozumieć będziemy „praktycznie nikogo, a już na pewno nikogo ważnego”, „powszechnie” zastąpione zostanie przez „raz na jakimś podrzędnym blogu”, a „najdoskonalszy” przeistoczy się w „jakiś”. Owa perełka w multimedialnym potoku informacji to nic innego, jak…

Czytaj więcej: Angielski humor w podcastowej pigułce →

Temat lekcji: Like / as
Wykonawca: Morphine
Utwór: Look like rain

Zarówno „like” jak i „as” wykorzystywane są w języku angielskim do tworzenia porównań, przez co też wielu uczniów myli te na pozór podobne słowa i ich funkcje. Jednakże istnieją między nimi znaczące różnice, którym przyjrzymy się bliżej w niniejszym wpisie. Wpierw jednak posłuchajmy rewelacyjnej ballady na pograniczu jazzu, bluesa i rocka, w której charakterystyczne dla amerykańskiego zespołu Morphine nuty głębokiego, hipnotyzującego saksofonu barytonowego dopełniają liryczną narrację, nadając całości niepowtarzalny nastrój równie niepoprawnej, co wysmakowanej zmysłowości...

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: Like / as →

Jak powszechnie wiadomo, Brytyjczycy uwielbiają wszystko, co dziwne, pokrętne, nie do końca zgodne z zasadami logiki, a czasami wręcz ostentacyjnie z nimi sprzeczne. Daleko nie trzeba szukać, weźmy na przykład Marmite, co bardziej drastyczne gatunki serów, Monty Pythona, czy też zgoła absurdalne idiomy. I o ile Marmite jest tworem istniejącym we Wszechświecie najpewniej tylko i wyłącznie dlatego, że prawa mechaniki kwantowej – mówiące jakoby wszystko, co możliwe, prędzej czy później nastąpi, trzeba tylko cierpliwie poczekać – pozwalają mu na to, bo przecież nikt o zdrowych (a nawet chorych!) zmysłach, żaden szalony naukowiec, żaden zacierający ręce i demonicznie śmiejący się szarlatan nie ośmieliłby się stworzyć tak okropnie plugawej dla kubków smakowych substancji; więc o ile Marmite stanowi absurd niezrozumiały w sensie kosmologicznym, o tyle idiomy dają się lubić. Jakiś czas temu napisałem o mych dziewięciu ulubionych idiomach z kotami, dziś natomiast czas na nieco bardziej ogólne podejście do tematu, bez szufladkowania i przywilejów.

Czytaj więcej: Zabawne angielskie idiomy →

akiś czas temu wprowadziłem Was w arkana brytyjskiego prawa, opisując co ciekawsze przykłady niezmiernie intrygujących jurysdykcji we wpisie Wszystkie jesiotry Jej Królewskiej Mości Jednakże by w pełni docenić wszechstronność kodeksów, dalekosiężne myślenie władzy ustawodawczej, nie wspominając o skrupulatnej dbałości o szczegóły; by pojąć majestat litery prawa, rzucającej cień na sprawy zarówno prozaiczne, jak i wagi najwyższej; w końcu by choć fragmentarycznie zrozumieć, czemu Brytyjczycy mają tak absurdalnie osobliwe poczucie humoru, musimy dalej podążyć meandrami legislacji. Tym razem na drodze prawa i praworządności napotkamy śmierć, Szkota, szkocką krowę, znaczek pocztowy, poborcę podatków oraz bombę atomową.

Czytaj więcej: Dziwne prawo, ale prawo – część 2: ostrożnie z tą bombą atomową! →

17 sierpnia 1955 roku niejaka Gloria Lockerman, 12-sto letnia kujonka z Baltimore na oczach milionów widzów teleturnieju The $64,000 Question bezwstydnie dała upust swej naturze wszystko wiedzącej prymuski, poprawnie literując słowo antidisestablishmentarianism. Po angielsku! Wiemy przecież doskonale, że przeliterowanie krótszych, nieco mniej skomplikowanych (acz wciąż wymagających) wyrazów, typu dog, cat, czy bus może nastręczyć nie lada trudności, co dopiero myśleć o takich aglutynacyjnych gigantach, jak antidisestablishmentarianism… Termin ów opisuje powstały w XIX w. brytyjski ruch polityczny, opierający się likwidacji kościoła anglikańskiego; i do dziś uważany jest za najdłuższe słowo nie będące terminem medycznym, chemicznym, technicznym, czy nazwą własną. Jeżeli natomiast zajrzymy do Oxford English Dictionary, odnajdziemy w nim kilka istotnie imponujących okazów, zdolnych przyprawić o dreszcze i jęki nieszczęśników cierpiących na...

Czytaj więcej: Najdłuższe słowa w języku angielskim →