Niech mnie dunder świśnie i kule biją, jeżeli się mylę, ale śmiem twierdzić, że każdemu od czasu do czasu ciśnie się na usta plugawe słowo. Powodów ku werbalnym ekscesom jest przecież całe multum. Ot, weźmy na przykład aurę, której kaprysy bezustannie ucierają nosa bezsilnym maluczkim mieszkańcom Niebieskiej Planety. Ilekroć wyjdę z domu, ledwie dwa kroki postawię, już mi uszy więdną bombardowane komentarzami przechodniów:
  • Znowu zimno, motyla noga!
  • Pies by trącał taki gorąc!
  • Do diaska z tym deszczem!
  • Do stu tysięcy fur beczek zardzewiałych kartaczy, co to za umiarkowana temperatura!
Przyznajcie sami – mocne słowa. Nawet nie próbuję cytować wiązanek sypanych w bardziej drastycznych okolicznościach, dajmy na to jak się ktoś potknie, ukłuje igłą cerując skarpety, czy upuści czytaną w wannie książkę. Tak, tak – kiwacie głowami, rumiani na samą myśl o lingwistycznych bezeceństwach inspirowanych powyższymi niefortunnymi wypadkami. Aczkolwiek ciężko przeciwstawić się naszej ludzkiej naturze i niekiedy najzwyczajniej w świecie trzeba (ba! nawet wpada) dać werbalny upust emocjom i niedwuznacznie obwieścić poglądy najbliższemu otoczeniu. Co jednak uczynić, gdy owo otoczenie jest obcokrajowe? Przecież nasze psie krwie i kurcze pióra mogą okazać się nieadekwatne, zmarnowane, niedocenione. Na samą myśl o odbiorcach lekce sobie ważących diaski, dundry, czorty, furgony beczek i tym podobne licha aż mnie pieron strzela! Na szczęście remedium na ów problem jest banalnie proste, choć wiąże się – niech to gęś kopnie! – z nauką kilku zwrotów.

Czytaj więcej: Grzeczne przekleństwa, czyli Minced oaths →

Temat lekcji: „If I were...” czy „If I was...”?

Wykonawca: Sam Palladio & Clare Bowen

Utwór: Fade Into You (Live at the Grand Ole Opry)

Zdecydowana większość tekstu tej lekko bluesowej, melodycznej, przyjemnie kołyszącej ballady została oparta na konstrukcji drugiego okresu warunkowego, co widzimy/słyszymy już w pierwszej zwrotce:

If you were the ocean and I was the sun 

If the day made me heavy and gravity won

If I was the red and you were the blue 

I could just fade into you

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: If I were / If I was →

Niekiedy rozróżnienie między liczbą mnogą i pojedynczą nastręcza nie lada problemów. I żeby było jasne – nie mówię tu o sytuacji, gdy po wieczornych hulankach, drinkach z palemką, drinkach z wisienką, drinkach na ciepło i na kruszonym lodzie, z głową wirującą od tańców i wzrokiem pijacko kluczącym to tu, to tam – więc gdy w tym podobnych okolicznościach musimy odgadnąć liczbę pokazywanych nam palców i dochodzimy do wniosku, iż widzimy owych palców dajmy na to dwanaście albo minus trzy, to rozumiem. Ale gdy w stanie przykładnej trzeźwości i abstynencji ujrzymy angielskie słowo data używane jak rzeczownik w liczbie pojedynczej – a przecież data jest liczbą mnogą od datum – to można zacząć się zastanawiać, czy to błąd edytorski, zwykłe przeoczenie, czy też może nasz umysł figlarnie dwoi i troi niewinne rzeczowniki?
 

Czytaj więcej: Łacińska liczba mnoga angielskich rzeczowników →

Temat lekcji: idiom „count your blessings”
Wykonawca: Ray Wylie Hubbard
Utwór: Count My Blessings
 
Jako że wczoraj dobiegły końca Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, postanowiłem rozpocząć niniejszy wpis cytatem postaci z piłką związanej tak blisko, tak z piłką utożsamianej, że można by rzec: myślącej jak piłka. Zatem bez dalszej zwłoki - jak mawiał trener Piechniczek:
 Czasami się zawsze wygrywa, a czasami nigdy
Ów mądrość sprawdza się nie tylko w świecie sportu, gdzie kończy się szatnia, a zaczyna trawa; gdzie najzwyczajniej w świecie nie ma czasu na fair-play; gdzie trzeba oddychać przez nos. W codziennym życiu również ciążą nad nami słowa legendarnego trenera, czego dowodzi wyjątkowa przewrotność losu i wiecznie toczące się koło fortuny. By nie załamywać rąk w tych mniej przychylnych momentach egzystencji, warto skupić się na chwilach pomyślniejszych i czerpać z nich garściami – tak jak śpiewa Ray Wylie Hubbard w utworze "Count My Blessings":

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: idiom „count your blessings” →

Poniżej znajdziecie listę słowników, które uważam za najbardziej przydatne i pomocne w nauce. Oczywiście zachęcam do sięgania w pierwszej kolejności po słowniki angielsko-angielskie, dzięki którym możemy prawdziwie zrozumieć słowo czy frazę, poznać prawidłowe konteksty użycia, swoisty smak i nacechowanie. Jednakże niekiedy tłumaczenie bywa dużo bardziej praktyczne – dajmy na to gatunki ryb czy drzew, jakkolwiek trafnie zdefiniowane i malowniczo zilustrowane przykładami, są zdecydowanie łatwiej przyswajalne po przetłumaczeniu. Pamiętajmy też, że doskonałość to koncept nieosiągalny, w efekcie czego każdy z poniższych słowników od czasu do czasu zawiedzie Was brakiem definicji, mało klarownym przykładem, czy też zbyt zawiłym kontekstem. Dlatego warto zaprzyjaźnić się z kilkoma platformami podług porzekadła:
There's never too much of a good thing. 

Czytaj więcej: Dobre słowniki online →

 
OK” podbiło język angielski w połowie XIX w., lecz z początku swą zgrabną formą i wymownością urzekło jedynie amerykanów. Istnieje wiele teorii zgłębiających etymologię owego enigmatycznego zwrotu i choć są one ciekawe, niejednokrotnie intrygujące (przynajmniej dla lingwistów), czy zabawne (znowu: przynajmniej dla lingwistów), to mimo wszystko w świetle dowodów historycznych nie wychodzą poza krąg czystej spekulacji. Rzućmy okiem na kilka potencjalnych etymologicznych kandydatów:
 

Jak powszechnie wiadomo, w życiu liczy się lans i dobry wygląd, czego doskonałym przykładem są pingwiny. Przez setki milionów lat podążały drogą ewolucji prowadzącą prosto do metaforycznej szafy z czarno-białym smokingiem, doskonale leżącym na może i nieco pulchnym, lecz za to ergonomicznym i zapewne miłym w dotyku (dla pingwinów ma się rozumieć) ciele. Naukowcy mogą mydlić nam oczy, że to kamuflaż, że drapieżniki, że w pingwinim środowisku aż kipi od pingwinożernych fok, ale przecież mamy oczy i widzimy - pozwolę sobie na kolokwializm - co jest pięć. Ewidentnie chodzi o prezencję, zresztą nie bez powodu pingwiny cieszą się powodzeniem płci pięknej nawet i ludzkiego gatunku – niejednokrotnie byłem świadkiem kobiecego zachwytu nad przemyślanym przez tych czarno-białych cwaniaków stylem i prezencją. Tak więc fizjonomię pingwina można łatwo wytłumaczyć. Problematyczna natomiast jest nazwa.

Czytaj więcej: Pochodzenie słowa "penguin" →

Copyright © Angielski przez Skype. Wszystkie prawa zastrzeżone.