Każdego roku dzieciaki w Wielkiej Brytanii szperają po domach i ogrodach w poszukiwaniu wielkanocnych jaj z czekolady i innych skrzętnie poukrywanych słodkości. U nas ta tradycja nie jest tak powszechna, jednakże dla większości rodzin z UK Wielkanoc nie byłaby Wielkanocą bez tradycji zwanej Easter egg hunt. 

Zwyczaj chowania wielkanocnych jaj nie narodził się na wyspach Brytyjskich, lecz w Niemczech. Uważa się, że pierwsze jaja chowano już w XVI wieku, kiedy to słynny protestancki reformator Marcin Luter zorganizował poszukiwanie jaj dla swych wiernych. Mężczyźni mieli chować jajka, natomiast kobiety i dzieci oddawały się beztroskiej frajdzie ich odnajdywania.

W Wielkiej Brytanii tę swawolną tradycję rozpopularyzowała królowa Wiktoria, która już jako dziecko uganiała się po pałacu Kensington w poszukiwaniu jaj, ukrytych przez jej matkę – księżną Kent niemieckiego pochodzenia. Czternastoletnia Wiktoria w swoim pamiętniku (wpis datowany na niedzielę 7 kwietnia 1833 r.) pisała:

Mama did some pretty painted & ornamented eggs, & we looked for them.

Czytaj więcej: Easter egg hunt oraz inne wielkanocne ciekawostki →

Czy pomylę się twierdząc, iż każdy uczeń poważnie myślący o języku angielskim nie raz, nie dwa zastanawiał się nad rymem do słowa „orange”? Czy będę w błędzie przypuszczając, że moi czytelnicy bez choćby jednego wyjątku potwierdzającego regułę co rano zastanawiają się, jakie jest najdłuższe angielskie słowo, którego litery następują po sobie w kolejności alfabetycznej? I dalej – czyż nie męczy nas wszystkich kwestia największej ilości synonimów? Podwójnego „uu”? Wpisów słownikowych zawierających nieistniejące w rzeczywistości terminy? Przecież są to problemy fundamentalne, niechybnie trapiące wszystkich pasjonatów języka angielskiego co do joty! Dziś zaspokoję Waszą ciekawość i przytoczę garść doprawdy intrygujących faktów, byście już nie trapili się i włosów z głów nie rwali, szukając odpowiedzi na powyższe (i nie tylko!) pytania.

Czytaj więcej: 13 ciekawych, dziwacznych i zabawnych faktów o języku angielskim →

Jakiś czas temu poświęciliśmy odrobinę uwagi etymologii nazw dni tygodnia w języku angielskim, które to – jak się okazało – swymi korzeniami sięgają panteonu bóstw licznych kultur, wliczając antyczne Imperium Rzymskie. Dziś przyszła kolej na nazwy miesięcy, jako że prawdziwi lingwiści z krwi i kości nie powinni ograniczać perspektywy czasowej do raptem siedmiu dni – co to, to nie! Prawdziwy lingwista - nie jakiś tam dyletant, obibok czy lekkoduch – powinien tuż po zapoznaniu się ze słowem „kalendarz” raz dwa zgłębić arkana wszelkiej lingwistycznej wiedzy z owym kalendarzem związanej. I być może powyższe stwierdzenie wcale nie opisuje faktycznego stanu rzeczy, lecz nie przeszkodzi nam to w rzuceniu okiem na pochodzenie nazw miesięcy oraz rzeczonego słowa „kalendarz”, którego etymologia wydaje się być całkiem ciekawa.

Czytaj więcej: Pochodzenie angielskich nazw miesięcy →

Międzynarodowy dzień mówienia jak pirat (International Talk Like a Pirate Day) zrodził się w roku 1995 za sprawą dwóch jednogłowych piratów: Johna Baura (pseudonim Ol' Chumbucket) oraz Marka Summersa (pseudonim Cap'n Slappy), którzy doszli do niepodważalnie logicznego wniosku, jakoby każdego roku w dniu 19 września każdy obywatel świata powinien mówić jak pirat. Dzień ten został uznany za święto przez Kościół Latającego Potwora Spaghetti. Ponieważ blog ten poświęcony jest językowi angielskiemu, dziwnym nie jest, że zajmiemy się dziś anglojęzyczną piracką mową, która to – niezależnie od naszych przekonań religijnych – może przysporzyć nie lada frajdy i dodać pikanterii do naszej codziennej komunikacji, przynajmniej raz do roku. I niech mnie kule biją, jeżeli jestem w błędzie! Zatem do dzieła – rzućmy jednookim okiem na podstawy języka wilków morskich, a także na nieco bardziej wyrafinowane frazy, których piraci używają jako teksty na podryw… Arrr!

Czytaj więcej: Talk Like a Pirate Day →

Karol Marks skomentował poglądy Hegla jakoby historia przejawiała ciągoty do powtarzania się tymi oto słowy:

Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.

Dziś zerkniemy na garść historycznych faktów rodem z Wielkiej Brytanii, tym samym podważając zarówno Hegla, jak i nieco bardziej precyzyjnego Marksa, albowiem już niebawem na własne oczy przekonacie się, że niektóre wydarzenia są po prostu niepowtarzalne i eklektycznie tragikomiczne. Meritum dzisiejszego wpisu będą stanowić niepraktyczne prezenty z kart historii, w postaci nabiału o zaskakujących gabarytach oraz kilku czworonogów bynajmniej nie będących szczeniaczkami.

Czytaj więcej: Zabawne fakty z kart historii Anglii - niepraktyczne prezenty →

Wyznam Wam pewien sekret, być może narażając się na ostracyzm, wieczne potępienie i palcem wytykanie – otóż, nie przepadam za słodyczami. Wliczając czekoladę. Pisząc „nie przepadam” mam oczywiście na myśli „nie lubię”, a wręcz „nie cierpię”, gdy mowa o produktach, których głównym składnikiem jest cukier w tej czy innej postaci. Problem w tym, iż rzeczony cukier zdaje się być wszędobylski i czego by człowiek nie kupił, tam znajdzie minimum 15% białych kryształków i bynajmniej nie myślę tu o soli czy kokainie… Domyślacie się zapewne, że nie zawsze tak było. Istotnie, w starych dobrych czasach antycznych Europejczycy cukru nie znali, rówieśnicy Aleksandra Wielkiego podróżujący do Indii nadziwić się nie mogli „miodem bez pszczół”, jakim to mianem określano indyjski cukier. Substancja owa w trymiga zyskała ogromną popularność, podbiła Europę i do dziś prześladuje jednostki o upodobaniach podobnych moim, jednocześnie obdarowując radością resztę społeczeństwa. Skąd jednak wzięło się słowo „cukier”, czyli „sugar” w języku angielskim?

Czytaj więcej: Pochodzenie słowa „sugar” / „cukier” →

Ostatnio rozpoczynam posty cytatami – na dobrą sprawę sam nie wiem czemu, co nie zmienia faktu, że dziś również owej nowej i najpewniej krótkotrwałej tradycji stanie się zadość. Zerknijmy zatem na piękne rymy wielkiego Tuwima, który w wiekopomnej „Lokomotywie” tymi oto słowy komentuje kwestię odczuwalnych temperatur:

Buch - jak gorąco! Uch - jak gorąco! Puff - jak gorąco! Uff - jak gorąco!

Nie wiem jak Wy, ja natomiast w zaistniałych okolicznościach przyrody podpisuję się pod wersami wieszcza obiema rękoma, albowiem słońce prażące niczym ogień z najgorętszych czeluści najgłębszych kręgów piekła i brak deszczu powodują, że odczuwana przeze mnie temperatura oscyluje w okolicy – plus minus circa about – miliona stopni. Tylko jakich? No właśnie – w języku angielskim można pomarudzić na pogodę używając różnych stopni, co ilustrują przykłady:

Czytaj więcej: Celsius, Fahrenheit, Centigrade – czyli temperatura w języku angielskim →

Dziś* celebrujemy niesławny piątek trzynastego, który swą infamią podbił spory kawałek globu i bezapelacyjnie stanowi powód wszelkich niesnasek tudzież niepowodzeń trapiących rodzaj ludzki. Skąd wzięło się ów kalendarzowe przekleństwo? Jedna z najpowszechniej cytowanych teorii nawiązuje do wybryków czternastowiecznego króla Francji Filipa Pięknego, który podstępnie, kłamliwie i ani trochę pięknie oskarżył członków zakonu Templariuszy o herezję i aresztował ich, celem późniejszego spalenia na stosie. Akt oskarżenia datowany jest na piątek 13 października 1307 roku. Rzekomo na cały proceder zezwolił papież Klemens V, chcący pozbyć się wpływowego i wściubiającego wszędzie swój nos zakonu. Jak głoszą źródła historyczne, ostatni Wielki Mistrz Zakonu Jacques de Molay, tuż przed śmiercią przeklął króla, jego kanclerza i papieża. Wszyscy zmarli w przeciągu roku.

Czytaj więcej: Skąd wzięła się pechowa natura piątku 13-tego? →