Wierzcie lub nie, ale przed epoką smartfonów i  translatora Google osoby nie do końca zaznajomione z językiem angielskim odwiedzały kraje anglojęzyczne z drukowanymi słownikami i rozmówkami. Wertowało się strona po stronie, szukało po usianych maczkiem stronicach, a i tak w połowie przypadków albo danej frazy nie było, albo ktoś coś źle przeczytał. Chociaż po dziś dzień problemy z błędami w tłumaczeniu i wynikające z nich nieporozumienia są nader popularne. Chciałbym Wam przedstawić jedną z takich sytuacji jako przestrogę przed nazbyt optymistycznym zaufaniem do translatora i innych tego typu wynalazków – i choć poniższy filmik niekoniecznie oparty jest na faktach, to jednak świetnie ilustruje gafy i niejasności związane z błędnym tłumaczeniem.

Zanim jednak dowiemy się, co łączy węgorze, poduszkowce, płyty winylowe i zapałki, poznajmy kilka użytych w skeczu słówek i wyrażeń:

Czytaj więcej: Mój poduszkowiec jest pełen węgorzy, czyli niebezpieczne rozmówki →

Suchar” po angielsku, w znaczeniu dosłownym, to „biscuit” lub „cracker”. Ale nas zdecydowanie bardziej interesują suchary, które u niektórych wywołują śmiech, u innych załamanie; trafiają w gusta zarówno dla milordów, jak i starych wyjadaczy; słowem – suchary najsuchsze w swej suchości, ciężkie  do przełknięcia; tyle okropne, co zabawne.

W tym znaczeniu angielskie odpowiedniki naszego „suchara” to:

groaner – od słowa „groan”, czyli „jęczeć

stale joke – „stale” tłumaczymy tutaj jako „czerstwy

corny joke – od „corny” w znaczeniu „kiepski

Wszystko jasne, czas zatem na kilka zacnych sucharów, ma się rozumieć po angielsku!

What did the Buddhist ask the hot dog vendor?

“Make me one with everything.”

Czytaj więcej: Suchary po angielsku →

Umiejętność płynnego posługiwania się przynajmniej jednym językiem obcym jest na rynku pracy nie tylko ceniona, a coraz częściej konieczna. Nic więc dziwnego, że naukę języków rozpoczyna się już na poziomie szkoły podstawowej, czy nawet przedszkola. Przyszła praca to argument znaczący, ale nie jedyny. Dlaczego więc warto poświęcić swój czas na naukę obcych zwrotów, słówek czy gramatyki?

Czytaj więcej: Zmień punkt widzenia – czyli dlaczego warto uczyć się języków obcych? →

Dziś zajmiemy się górnolotnym, efemerycznym, być może nieco przerażającym tematem poezji. Zdaję sobie sprawę, że powyższe zdanie niechybnie odstraszyło kilku czytelników bardziej gustujących w prozie niż w liryce, lecz nic to, skoro Ty wciąż nieustraszenie wodzisz oczyma po słowach tego wpisu, za nic sobie mając grozę strof, rymów, jambów i trochejów, czy aliteracji. Cóż, do odważnych świat należy. Dzieło, któremu się przyjrzymy nosi dość mówiący tytuł „Alphabet of Errors” i jest – surprise, surprise! – swoistym poetyckim alfabetem błędów. Utwór został napisany w roku 1921 przez uczennice Bostońskiego liceum, a następnie wysłany do redaktorów periodyku „The English Journal” przez opiekunkę klasy, niejaką Elizabeth M. Richardson. Każda zwrotka rzekomo została spłodzona przez inne dziewczę i traktuje o błędzie językowym związanym ze słowem rozpoczynającym się na daną literę alfabetu. Zatem tajemnicę tytułu wiersza uznaję za rozwikłaną. Poniżej zamieszczam calutki calusieńki pokaźnych rozmiarów wiersz, byście dogłębnie zapoznali się z problematycznymi kwestiami językowymi w poetyckiej formie, sycąc umysł i duszę… Aczkolwiek katharsis nie obiecuję.

Czytaj więcej: Alphabet of Errors →

Dzisiejszy wpis może być zabarwiony nieco pesymistycznie, lecz porusza kwestię na tyle istotną, że należy przymknąć oko na barwy ciemniejszej strony mocy i dzielnie czytać, nie roniąc rzewnych łez. Skąd ów pesymizm? Ano, rzekomo szczęśliwi czasu nie liczą, a już na pewno nie na głos, toteż temat wymawiania lat kalendarzowych w języku angielskim (a zatem, poniekąd, ich jawnego liczenia!) potencjalnie robi z nas jednostki nieszczęśliwe. Przyznacie jednak, że jakkolwiek dramatycznie by to nie wyglądało, bywają w życiu sytuacje, kiedy kontekst stawia nas pod murem i chcąc nie chcąc po prostu trzeba na głos czas policzyć. Nieszczęśnicy anglojęzyczni, by dodać tragizmu, utrudniają sobie i innym owo liczenie, wymawiając kalendarzowe lata na wiele pokrętnych sposobów. Na całe szczęście w tym rozpaczliwym szaleństwie jest metoda, a mówiąc ściślej - kilka reguł, którym przyjrzymy się bliżej.

Czytaj więcej: Wymowa lat kalendarzowych →

Biznes pocztówkowy, niegdyś prężnie rozwijający się i lukratywny niczym buda z watą cukrową za czasów PRL-u, dziś podupadł nieco za sprawą wszędobylskich e-kartek, aparatów z wi-fi automatycznie wrzucających pstryknięte focie na całe gro portali społecznościowych, czy też cykniętych smartfonem tzw. (eufemistycznie) samosiek na tle atrakcji turystycznych. Jednakże o ileż przyjemniej dostać namacalną, z masy celulozowej zrodzoną, koślawym pismem nabazgraną i okazjonalnym kleksem upstrzoną, znaczkiem okraszoną, pieczęcią pocztową ostemplowaną, do rąk własnych dostarczoną pocztówkę prawdziwą, a nie jakieś tam zera i jedynki! Dlatego też jeżeli planujecie wakacyjne podróże, warto pomyśleć o sentymentalnej wycieczce w przeszłość, do czasów kałamarzy i bibularzy, racząc bliskich kilkoma słowami z wakacji w formie, że tak powiem, analogowej. Co jednak uczynić, gdy owa misternie preparowana archaiczna pocztówka winna być w języku angielskim, a nigdzie na jej skromnej powierzchni nie widnieje guzik Google Translatora? Aby tym podobne rozterki nie popsuły nikomu wakacyjnych dni, poniżej opisuję kilka popularnych i uniwersalnych fraz, które mogą się Wam przydać podczas pisania pocztówek.

Czytaj więcej: Pisanie pocztówek po angielsku →

Dżdżysta aura tego lata sprzyja przeziębieniom, czego dowodem są siąkające nosy, gromkie kichnięcia i pokasływanie wszędzie wokół, a już najbardziej w środkach komunikacji miejskiej. A że pleniące się niczym stonka na polu niepryskanych ziemniaków plebejskie zwyczaje (za przeproszeniem uszu) skutkują faktem, iż coraz mniej osób kulturalnie zatyka paszczęki kasłając i prychając – cóż, zarazki plenią się równie szybko, co te stonki. Jednakże zamiast załamywać ręce, wykorzystajmy ów stan rzeczy. Tak więc dziś zajmiemy się wymową nosowego [ŋ], co okaże się dużo prostsze, jeżeli będziemy chociaż trochę mówić przez nos. Zatem jeżeli jeszcze nie wpadliście w szponiaste łapska wirusów i nie macie kataru, proponuję posiedzieć z mokrymi włosami w przeciągu, przejechać się autobusem w towarzystwie pasażerów co rusz wycierających nos wierzchem dłoni lub (uwaga! działa tylko dla alergików!) pomeandrować polnymi ścieżynami i leśnymi duktami. Wszyscy już mówią przez nos? Czas więc uzbroić się w chusteczki i zaczynamy!

Czytaj więcej: Wymowa -ng oraz -ing, czyli nosowe "n" w języku angielskim →

Jakkolwiek człowiek by się nie starał, jak by nie kombinował i nie knuł - za nic w świecie nie zdoła uchronić się przed wszędobylskim językiem angielskim. W „Grze o Tron” prawie wszyscy władają nienaganną angielszczyzną (choć anglika w życiu nie widzieli!), podobnie mają się spawy z załogą statku kosmicznego Battlestar Galactica oraz z senatem rzymskim za czasów panowania Juliusza Cezara. Wiem, bo widziałem w telewizji. Ale to jeszcze nic! Albowiem okazuje się, że mamuty i wiewióry (czy inne gryzoniowate wywłoki) z epoki lodowcowej, krasnoludy i czarodzieje z czasów pamiętnej wojny z Mordorem, smoki, żółwie ninja i roboty z kosmosu zmieniające się w środki transportu też mówią po angielsku! Aż dziw bierze, że mój obecnie buszujący po niebiańskich łąkach jamnik (bo przecież wszystkie psy idą do nieba) nie opanował przynajmniej, bo ja wiem, słownictwa na poziomie A1. Może nużyły go seriale i gry video, a z Internetu raczej nie korzystał. Ale niektóre psy na bank oglądają „Grę o tron”, w myśl porzekadła: jaki pies, taki właściciel. W efekcie owego osaczenia językiem angielskim, często wydaje nam się (naszym czworonogom zapewne też), że bez problemu nawiązalibyśmy elokwentny dialog z Tyrionem Lannisterem, sypiąc idiomami jak z rękawa. Tu jednak zalecałbym ostrożność, gdyż zwyczaje nabyte przez lata używania języka polskiego mogą dać o sobie znać, wiodąc nas na lingwistyczne manowce. Poniżej przedstawiam me ulubione wpadki językowe, dosłowne kalki i błędne tłumaczenia, które może i Wam przysporzę odrobiny radości:

Czytaj więcej: Zabawne wpadki językowe →