17 sierpnia 1955 roku niejaka Gloria Lockerman, 12-sto letnia kujonka z Baltimore na oczach milionów widzów teleturnieju The $64,000 Question bezwstydnie dała upust swej naturze wszystko wiedzącej prymuski, poprawnie literując słowo antidisestablishmentarianism. Po angielsku! Wiemy przecież doskonale, że przeliterowanie krótszych, nieco mniej skomplikowanych (acz wciąż wymagających) wyrazów, typu dog, cat, czy bus może nastręczyć nie lada trudności, co dopiero myśleć o takich aglutynacyjnych gigantach, jak antidisestablishmentarianism… Termin ów opisuje powstały w XIX w. brytyjski ruch polityczny, opierający się likwidacji kościoła anglikańskiego; i do dziś uważany jest za najdłuższe słowo nie będące terminem medycznym, chemicznym, technicznym, czy nazwą własną. Jeżeli natomiast zajrzymy do Oxford English Dictionary, odnajdziemy w nim kilka istotnie imponujących okazów, zdolnych przyprawić o dreszcze i jęki nieszczęśników cierpiących na...

Czytaj więcej: Najdłuższe słowa w języku angielskim →

Na wstępie pragnę wszem i wobec obwieścić, iż poniższy wpis przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla pełnoletnich oczu, zatem jeżeli nie ukończyliście jeszcze 18-go roku życia… Cóż, zapewne i tak wszystko przeczytacie, ale wiedzcie, iż robicie to na własną odpowiedzialność, bez zgody, a wręcz wbrew woli autora! Ot co! Gdyby to ode mnie zależało, już byście mieli zasłonięte oczy, tudzież pisemną zgodę na lekturę podpisaną przez obydwoje rodziców i wychowawcę klasy.
 
Formalności stało się zadość, przejdźmy zatem do rzeczy. Dziś zajmiemy się słownictwem z brytyjskiego leksykonu słów, fraz, slangu i terminów związanych z seksem. Tak, tak – wbrew powszechnie panującej opinii okazuje się, że Brytyjczycy istotnie uprawiają seks, czasami nawet bez ubrań. Jak mawiają Pogromcy Mitów: another myth busted! By nieco utrudnić życie najmłodszym czytelnikom, ograniczę się do opisu poniższych słów jedynie w języku angielskim.
 

Czytaj więcej: Słownictwo związane z... ekhem... miłością →

Na wstępie, bez zbędnych ceregieli, bez żadnej bawełny i kręcenia lodów przyznaję się, że jestem fanatykiem podcastów. Formę tę uważam za filigranowe błogosławieństwo ery cyfryzacji i multimediów. Dlaczego filigranowe? Cóż, podcasty wciąż stanowią margines zero-jedynkowego potoku informacji i – choć coraz bardziej popularne i doceniane – wciąż tworzą niszowy internetowy ekosystem. Dlaczego błogosławieństwo? Ponieważ są skarbnicą wiedzy, humoru, ciekawostek oraz materiałów do nauki, którymi można cieszyć uszy w każdej wolnej chwili, sprzątając, spacerując, w autobusie, na rowerze, na siłowni czy nudnej randce… Ale zacznijmy od początku, czyli od etymologii słowa podcast.

Czytaj więcej: Podcasty, których warto słuchać →

Temat lekcji: Used to do, used to doing i get used to
Wykonawca: Joe Bonamassa & Beth Hart
Utwór: Sinner's Prayer

Czasami w życiu, w sztuce, czy w języku bywa tak, że na pozór podobne rzeczy okazują się zupełnie różne. Weźmy na przykład szeroko pojmowaną muzykę metalową. Grają na tych gitarach przestrojonych 3 tony niżej w kółko trr trr trr trrtrr trr trr trrtrr; ryczą i drą mordy, że tak za przeproszeniem uszu powiem; dziwne obrazki na okładkach płyt umieszczają. Ale przecież jakby pierwszemu lepszemu entuzjaście nordyckiego melodic death metalu skromnie zasugerować, że jego ulubiona kapela to to samo, co Motley Crue, czyli to samo, co Slayer, czyli to samo, co Accept – gdyby tak nieopatrznie powiedzieć, na głos pomyśleć, to już po nas. Kilkugodzinny wykład o metalowej taksonomii gwarantowany, najpewniej z przykładami na Youtube. Game over. Ale, ale! -  wracając do tematu: wszędobylskich podobieństw nie da się uniknąć, nic zatem dziwnego, że konstrukcje used to do i used to doing w języku angielskim nastręczają problemów zagubionym w labiryncie lingwistycznych luster uczniom. Na całe szczęście droga do wyjścia jest krótka i prosta.

Czytaj więcej: Lekcja muzyczna: Used to do / Used to doing →

Bywa, że kodeksy, statuty, legislacje, tudzież inne dekrety, zamiast straszyć czy nudzić posępną literą prawa, przybierają postać dziwacznych bohomazów, przestarzałych i niemalże bezsensownych jurysdykcji, kleksów na konstytucyjnych kartach. Dziś przedstawię kilka z mych ulubionych kuriozalnych okazów rodem z UK, które nieodmiennie kojarzę ze śmietanką brytyjskiego humoru, choć wątpię, by były zamierzonym żartem. Zaznaczam też, że poniższe treści są efektem wertowania Internetu, nie zaś faktycznych dokumentów prawnych, których jedynie fragmenty odnajdowałem to tu, to tam. Mam jednak nadzieję, że udało mi się odsiać ziarno od plew na tyle skutecznie, by serwowany wpis nie pozostawił historyczno-prawniczego niesmaku.

Czytaj więcej: Dziwne prawo, ale prawo – część 1: wszystkie jesiotry Jej Królewskiej Mości →

Cóż może być bardziej praktycznego niż dobry idiom z kotem? Poniżej znajdziecie listę mych ulubionych kocich fraz, wraz z definicjami, zdaniami przykładowymi i krótkim komentarzem.
1. as conceited as a barber's cat

very conceited, vain

My friend became as conceited as a barber's cat after she won the award at school.
 
Jak widać w krajach anglojęzycznych koty cyrulików, balwierzy, golibrodów i fryzjerów są tak zarozumiałe i zadufane, że dorobiły się własnego idiomu. Miau.

Czytaj więcej: 9 kocich idiomów →

Jak to z przyimkami bywa, wszystko zależy od kontekstu. W tym przypadku sprawa jest jeszcze bardziej zagmatwana, jako że Amerykanie (najpewniej na złość, jak twierdzą lingwiści) wykazują zgoła odmienne preferencje od Brytyjczyków, robiąc wszystko na odwrót. Tak czy owak, postaram się ostatecznie i definitywnie roztrząsnąć sporną kwestię przyimków używanych ze słowem street, by nie były Wam straszne czy to na Wyspach, czy u Wujka Sama.

Podawanie adresu
Gdy mówimy o adresach i podajemy jedynie nazwę ulicy, używamy:
  • in w British English
  • on w American English
Co ilustrują poniższe przykłady:
  • They live in Oxford Street. (BrE)
  • Cathy works in a library on Rosewood Street. (AmE)

Czytaj więcej: On / in / at + street – który przyimek jest poprawny? →

Antyczni Grecy ochrzcili dni tygodnia imionami znanych im ciał niebieskich – słońca, księżyca oraz pięciu planet (poza Ziemią), które z kolei nosiły boskie przydomki: Ares, Hermes, Zeus, Afrodyta i Kronos. Dni tygodnia nazywali Theon hemerai – dniami bogów. Antyczni Rzymianie mało oryginalnie, acz nad wyraz chytrze podkradli pomysł, zastępując grecki panteon swym własnym. Toteż w rzymskim tygodniu mieli swój dzień Mars, Merkury, Jowisz, Wenus i Saturn. Ludy germańskie, w tym plemiona anglo-saksońskie, dokonały kolejnej podmianki, oszczędzając jedynie Saturna, obok którego w kalendarzu zadomowili się Tiu (Twia), Woden (Odin), Thor i Freya (Fria). W okolicach pierwszego wieku naszej ery, Rzymianie rozpoczynali tydzień od soboty, jednakże z czasem kult słońca wezbrał na sile, w efekcie czego drugi dzień tygodnia - niedziela (Sunday)  - dopchał się do koryta, oficjalnie zajmując miejsce numero uno. Poniżej znajdziecie krótki opis historii angielskich nazw aktualnie panoszących się w kalendarzach, wraz z ich historycznymi odpowiednikami.

Czytaj więcej: Nazwy angielskich dni tygodnia - skąd się wzięły? →